Nawet jeśli teraźniejszość jest dla Ciebie trudna do zniesienia, bo: masz dosyć pracy „od do”, szef Cię wkurza, przestajesz się rozwijać (albo co gorsze, cofasz się w swoim rozwoju zawodowym), masz dosyć automatycznie powtarzanych obowiązków, nie widzisz dla siebie perspektyw, firma nie daje wyników, na jakich Ci zależy…. to jeśli masz wizję tego, co chcesz osiągnąć w przyszłości, dotrzesz tam i Twoje codzienne życie nabierze sens.

Odkryjesz, że znacznie łatwiej jest Ci radzić sobie z wyzwaniami i zachować motywację. Bez posiadania wizji będziesz tkwić w tym, w czym jesteś, a przez to wzrośnie Twoje niezadowolenie i frustracja.

To oczywiście Twój wybór. Słyszałam już wielokrotnie, że po co się rozczarować, jeśli coś nie wyjdzie…

Że lepiej żyć spontanicznie, bez żadnego planu na przyszłość.

Że wizja to takie coachingowe bla, bla… Co Ci szkodzi spróbować?

Badania pokazują, że ten opór jest najczęściej powodowany lękiem, że tak naprawdę może nam to, co zaplanujemy, się spełnić. Czyli jest to bardziej lęk przed sukcesem niż porażką. Po co więc siebie sabotować? Ja polecam wyznaczyć wizję siebie w przyszłości.

 

 

Po co nam wizja?

 

Z mojego doświadczenia w pracy z klientami w coachingu biznesu i coachingu zawodowym wizja działa niezwykle silnie.

To ona daje siłę i energię na dążenie do tego, czego naprawdę chcemy. Weryfikujemy dzięki niej na czym nam najbardziej zależy, co jest dla nas istotne, a co nie, jacy ludzie są dla nas ważni, z kim chcemy współpracować, jak chcemy się czuć.

Samo sprecyzowanie wizji poszerza naszą samoświadomość. Odpowiadamy sobie na pytania, na które na co dzień prawdopodobnie nie szukamy rozwiązań.

Pomaga to nie tylko w tym, na czym mamy się skupiać, ale również zaczynamy w swoich głowach budować plan dojścia do tego, czego pragniemy. Dzieje się to na poziomie świadomym i podświadomym. Zauważamy nagle okazje, które wcześniej pomijaliśmy, spotykamy ludzi, którzy potrafią nam pomóc, zdarza się to, co nazywamy zbiegami okoliczności (a często jest to po prostu efekt synchronizacji).

Wizja porządkuje działania, by osiągnąć to, czego naprawdę w głębi serca chcemy. To tak jak z wyjazdem na wakacje. Dobrze znać kierunek, by dotrzeć do miejsca docelowego w możliwie krótkim czasie, z możliwie jak najmniejszym wysiłkiem. Można oczywiście przyjść na dworzec kolejowy i wsiąść do jakiegokolwiek pociągu, bo akurat podjechał na peron. Można też czekać aż ktoś nam zasugeruje kierunek. Jednak to, że dla kogoś miejscowość X jest idealnym miejscem na spędzenie tam urlopu nie oznacza, że będzie tak również dla nas.

Dużo łatwiej jest podjąć decyzję wiedząc czego chcemy, świadomie decydować o tym co zrobić, by tam dotrzeć, krok po kroku. Prawie każdy z nas wie jak skutecznie zaplanować urlop. Skąd opór, by zrobić to z własnym życiem?

 

 

Twoja wizja – krok po kroku

Ćwiczenie dla Ciebie


1. Usiądź w miejscu, gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał, gdzie będziesz mieć czas na to, by wejrzeć wgłąb siebie.

2. Zamknij oczy i zrób przynajmniej dwa długie, głębokie oddechy. Wycisz swoje myśli. Chodzi o to, by uwolnić umysł od męczących go w danym momencie spraw, zostawić za sobą to, co się wydarzyło w danym dniu, co aktualnie przeżywamy.

3. Wyobraź sobie teraz przyszłość – jak wygląda świat za 3-5 lat albo 8-10 lat (wybierz perspektywę, która będzie dla Ciebie najlepsza w danym momencie; zależy też od tego jaką jesteś osobą i czy łatwo myśleć Ci w szerszej czy węższej perspektywie czasowej).

Pamiętaj jednak, że często przeceniamy to, co możemy osiągnąć w czasie roku, a nie doceniamy tego, co możemy dokonać w czasie dekady, dlatego ja polecam wyznaczać wizję w dłuższej perspektywie czasowej. I to właśnie po to, by była ona tak odważna i ekscytująca, by wydawała się nam wręcz niemożliwa. Bo tylko będzie się nam tak wydawać 🙂 Jeśli coś pojawia się w naszych prawdziwych marzeniach, to oznacza, że jesteśmy w stanie je urzeczywistnić. Wszystko zależy tylko od nas.

Wyobraź sobie zmiany – co się dzieje na świecie, co się zmieniło, jak żyją ludzie, jak zmieniły się ich codzienne wyzwania, problemy, zainteresowania, sposób spędzania czasu. Niezależnie od tego czego dotyczy działalność Twojego biznesu, robisz go dla ludzi, którzy są w stanie zapłacić za to, co oferujesz. Ważne jest dlatego, by uchwycić wszystkie zmiany w otaczającym środowisku. A idealnie jak zmienią się w przyszłości potrzeby Twojego targetu (przeczytaj więcej o co chodzi w wyznaczaniu Twojej grupy docelowej i jak dopasowywać do niej swoją ofertę).

4. Jak już widzisz świat jak się zmieni, wyobraź sobie siebie: jak wyglądasz, gdzie jesteś, co robisz, gdzie pracujesz, jak pracujesz, jak wygląda Twój dzień, co robisz po pracy, z kim współpracujesz, jak wygląda Twój zespół albo Twoja firma, kim są Twoi klienci, ile zarabiasz, co robisz z tymi pieniędzmi, co jest dla Ciebie ważne, gdzie mieszkasz… Wszystko, co przyjdzie Ci do głowy… Im więcej szczegółów zobaczysz oczami wyobraźni, tym lepiej.

5. Zatrzymaj się w swojej wizji i poczuj ją zmysłami – zobacz kolory, poczuj zapachy – wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Poczuj to! Sprawdź jakie emocje Twoja wizja w Tobie wywołuje, jak się z nią czujesz, jakie samopoczucie powoduje. Zapamiętaj je! Sprawdź czy wizja Cię ekscytuje, czy daje Ci powód, by rano wstawać z łóżka. Jeśli już nie możesz się doczekać jej realizacji, to najlepszy dowód na to, że jest dobrze skonstruowana.

6. Otwórz oczy i zapisz to, co zobaczyłeś/aś, by szczegóły z Twojej wizji Ci nie uciekły.


Gratulacje! Zrobiłeś/aś pierwszy krok, by Twoje życie wyglądało tak, jak tego chcesz (a niekoniecznie sobie to nawet uświadamiasz).

Oczywiście muszę tu zaznaczyć, że może się zdarzyć, że trudno Ci będzie wykonać to ćwiczenie samemu. Zdarza się to rzadko, ale jest taka ewentualność. Wtedy najlepiej zgłosić się do dobrego coacha, który nas w tym wesprze i dodatkowo pomoże wzmocnić wizję tak, by nie tylko była ona krystalicznie wręcz jasna i szczegółowa, ale również wywoływała emocje, których chcemy w swoim życiu. Polecam oczywiście siebie lub innego specjalistę, do którego macie zaufanie.

Ja wizję wypracowywałam zarówno podczas sesji z coachem, jak i pracowałam nad nią sama. Na pewno podczas sesji z ekspertem jest to łatwiejsze. Nie znaczy to jednak, że samemu nie można tego zrobić;) Zacznijcie sami, a w razie czego zawsze możecie popracować w kolejnym etapie z kimś, jeśli będziecie czuć, że wizja nie jest do końca taka, jaką chcecie.

Wizja to kierunek, w którym podążasz. Pozwala skutecznie planować swoje działania, a w szczególności kolejny krok, by można było nią zrealizować. Bardzo precyzuje co jest dla nas ważne i uporządkowuje myśli.

Może zaskoczyć, jeśli zrobicie ćwiczenie mając otwarty umysł. Bo niekoniecznie będzie to spójne z tym, co aktualnie robicie. Możecie się zorientować, że Wasza firma w wizji za kilka lat wygląda zupełnie inaczej niż ta, którą kreujecie teraz. Może się również okazać, że ludzie, z którymi pracujecie, są zupełnie inni niż ci, których macie w zespole. Pobudza myślenie i pomaga znaleźć rozwiązania, gdy czujecie, że utknęliście w „martwym punkcie”.

Wizja może się zmieniać z czasem, tak jak zmienia się każdy z nas. Warto ją weryfikować, gdy czujemy potrzebę. Jeśli jest to wizja 5-letnia, warto po roku ponowić ćwiczenie. W wizji długofalowej czas weryfikacji może być późniejszy.

Powodzenia i trzymam kciuki za odważne, ekscytujące wizje Waszej przyszłości i ich realizację 🙂


Do zobaczenia w kolejnym artykule!

 

Bez względu na to czym zajmujesz się w biznesie, aby odnieść sukces, musisz dawać swoim odbiorcom WARTOŚĆ. Dla Twojego klienta ważne jest co mu dajesz, nie co otrzymujesz w zamian. Przedstawianie swojego cennika jest ważne, ale nie najważniejsze. Cena to bardziej to, co otrzymujesz Ty. On płaci za wartość, jaką od Ciebie otrzymuje, która ma określoną cenę. Dzisiaj pokażę Wam jak określić to, co jest Twoją wartością i jak to uwypuklić w kształtowaniu komunikacji z przedstawicielem Twojej grupy docelowej.

 
 
KROK 1. Kto jest Twoją grupą docelową?

Aby określić wartość (inaczej nazywaną językiem marketingowym – benefit), którą dajesz w biznesie, musisz na początku precyzyjnie odpowiedzieć sobie na pytanie kto w ogóle jest Twoją grupą docelową, czyli dla kogo kreujesz swój produkt, usługę. Gdy masz przed oczami swojego idealnego klienta (przeczytaj więcej o tym jak go wyznaczyć), możesz precyzyjniej określić jakie benefity, które oferujesz, są dla niego prawdziwą wartością.

 
 
KROK 2: Jakie są potrzeby Twojej grupy docelowej?

Drugim krokiem jest odpowiedzenie sobie na pytanie co jest ważne dla Twojego klienta, co robi w czasie pracy i w czasie wolnym, jakie są jego cele, jakie zainteresowania, a przede wszystkim – co bezwzględnie najważniejsze – jakie są jego problemy, wyzwania, potrzeby. Jeśli tego nie wiesz, nie domyślaj się, nie zakładaj, że wiesz. Lepiej go zapytaj. Może to być krótki kwestionariusz ankiety, rozmowa z klientem, badanie pozakupowe wśród konsumentów. Możesz również wyszukać swoich potencjalnych i aktualnych klientów w sieci, poczytać fora internetowe co jest potrzebne Twojej grupie docelowej. Jest wiele sposobów w zależności od wielkości budżetu (od badania, które kosztować Cię będzie tylko i wyłącznie Twój czas po te płatne, kompleksowo przygotowujące podsumowanie wyników). Pamiętaj również, że ludzie się zmieniają;) Bo zmienia się ich otoczenie, świat w którym żyją, warunki itd. Tak samo zmieniać się mogą ich potrzeby. Warto to wziąć pod uwagę, gdy widzisz potrzebę weryfikacji, modyfikacji lub kompletnej zmiany swojej oferty.

 
 
KROK 3: Jak zaspokajam potrzebę swojego klienta docelowego?

I tu już przechodzimy do „clue” programu. Twoim absolutnie podstawowym, najważniejszym benefitem, jaki dajesz swojemu klientowi docelowemu, jest zaspokojenie jego potrzeby. Na tym polega magia dostosowywania oferty do grupy docelowej. To jest również jeden z moich ulubionych obszarów marketingu. Bo poza strategicznym budowaniem relacji z klientem, to właśnie odpowiadanie na jego potrzeby (czasem te nieuświadomione) i skuteczne tego komunikowanie są dla mnie niezwykle pasjonujące w mojej pracy marketingowca.

Wartości lubię dzielić na 2 grupy: benefity funkcjonalne i emocjonalne.

BENEFITY FUNKCJONALNE – to fizyczne cechy produktu lub usługi, np.: tabletki przeciwbólowe ograniczają ból, dezodorant niweluje brzydki zapach potu, długopis pozwala pisać, warsztaty coachingowe pokażą Ci strategie przy projektowaniu ścieżki kariery, burger zaspokaja głód.

Komunikacja na podstawie benefitów funkcjonalnych ma swoje ograniczenia. To najczęściej wartości, które słabo wyróżniają Cię od konkurencji. Bywają oczywiście produkty i usługi, które są niszowe lub których cech funkcjonalnych nie mają produkty i usługi konkurencji (dotyczy to na przykład produktów innowacyjnych, posiadających patenty) i warto na nich budować cały swój przekaz do klienta, ale jest to rzadkie. W większości przypadków cechy fizyczne produktu można łatwo powielić, skopiować. Z tego względu tak pomocne w budowaniu komunikacji okazują się benefity emocjonalne.

BENEFITY EMOCJONALNE – zaspokajają pewne potrzeby emocjonalne, np.:

– tabletki przeciwbólowe dają matce poczucie bezpieczeństwa, bo niezależnie od swojego samopoczucia może zająć się dzieckiem, które jej potrzebuje,

– dezodorant daje pewność siebie mężczyźnie w kontaktach z kobietami, bo w każdej sytuacji jest pewien, że jego zapach nie będzie odpychający dla płci przeciwnej,

– długopis umożliwi nawiązanie ważnej znajomości, bo możesz zapisać numer telefonu, którego nie zapamiętasz,

– warsztaty coachingowe przyczynią się do znalezienia pracy marzeń, bo uświadomisz sobie jaka jest Twoja wymarzona posada,

– zjedzenie burgera pozwoli Ci mieć siłę na zadania, które wymagają wielogodzinnej pracy itd.

Benefitów emocjonalnych jednego produktu lub usługi może być wiele. Z perspektywy komunikacyjnej, należy wybrać taki, który najlepiej odpowiada na potrzeby grupy docelowej i tak go im przedstawić, żeby budziło to zainteresowanie, a w efekcie zakup. Zrobić to możemy poprzez jak najlepsze poznanie naszego odbiorcy. Stąd to moje pisanie o grupie docelowej naprawdę nie jest bez przyczyny 😉

To, jaką wartość dajemy naszemu klientowi, zależy od nas samych, cech naszego produktu, specyfiki naszej branży, emocji jakie budzą nasze usługi, rodzaju ludzi, dla których przygotowujemy swoją ofertę. To, które z nich wybierzemy, aby komunikować naszej grupie docelowej, zależy głównie od tych osób, od ich potrzeb oraz od tego czym chcemy się wyróżniać wśród konkurencji. Im bardziej precyzyjnie określimy nasze benefity, tym łatwiej będzie nam wybrać te, które budują naszą przewagę konkurencyjną. Ja polecam brać pod uwagę wartości emocjonalne. To one pozwalają nam jako właścicielom biznesu zbudować trwałą (bo nie łatwo kopiowalną) więź emocjonalną z przedstawicielem grupy docelowej. Ona buduje zaufanie. A zaufanie klientów do nas buduje ich lojalność.

A jak jest w Twoim przypadku? Masz precyzyjnie określone benefity, jakie dajesz swojemu klientowi? Wiesz jakie emocje budzi Twoja usługa lub produkt? A jakie problemy najskuteczniej rozwiązujesz? Jestem ciekawa.

Życzę Wam sukcesów w byciu swoim własnym szefem! 🙂

Ania


„Marzę o własnej firmie, ale nie mam teraz na to czasu”, „jest tyle rzeczy do zrobienia w prowadzeniu swojego biznesu, a czas przecieka mi między palcami”, „chcę, żeby doba była dłuższa, żeby móc zrobić wszystko, co zaplanuję” – mówisz tak do siebie?

Ja słyszę to bardzo często od swoich klientów. Jak skutecznie organizować sobie czas – dzisiaj trochę o tym.

Interesuję się tematem od dawna, bo moim celem zawsze była maksymalna produktywność. Moim celem jest pracować mniej, ale bardziej efektywnie. Robić więcej w tym samym czasie. Mniej czasu poświęcać pracy, a zarabiać więcej.

Słyszałam wielokrotnie zwrot „work hard”, a żeby odreagować po tej ciężkiej pracy „play hard”. Ja jestem jednak od dawna zwolenniczką innego podejścia – „work SMART”.

 

WORK SMART – co to znaczy?

Mądrze wykorzystuj czas, a praca wcale nie musi być ciężka. Moja nie jest 😉 Oczywiście nie jestem idealna – do tego mi daleko. I nigdy nie będę. Skupiam się na wyrabianiu nawyków, które mnie wspierają w jak najlepszym wykorzystaniu czasu, jaki przeznaczam na pracę. Wykorzystuję różne techniki, wiele próbuję.

Trzy ważne uwagi.

Pierwsza: to, co działa u mnie, niekoniecznie będzie efektywne dla Ciebie – jesteśmy różni.

Druga: to, co działa u mnie teraz, może nie działać w przyszłości. Tak będzie pewnie i u Ciebie. Ważne, żeby dostosowywać działanie do aktualnej sytuacji, w jakiej się znajdujesz i wiedzieć, że to się zmienia.

I najważniejsza uwaga – trzecia: żadna strategia nie będzie działać, jeśli nie będziesz jej stosować 😉 I to regularnie, aż stanie się nawykiem. Proste, prawda?!

Dlatego jeśli jesteś osobą, która była już na dziesiątkach szkoleń o zarządzaniu sobą w czasie, przeczytała tony książek o produktywności i „wiesz już wszystko, a nic nie działa”, to pytanie czy była konsekwencja w Twoim działaniu i jak to długo trwało, bo efekty zauważyć można po dłuższym czasie stosowania (precyzyjniej 1-2 miesiące codziennej praktyki).

Także odpowiedz sobie szczerze przed sobą co oznacza dla Ciebie „nic nie działa”. Możliwe jest również, że gdzieś indziej istnieje bariera i potrzebny Ci specjalista, by ją odkryć. Zapraszam wtedy na bezpłatną konsultację, gdzie mogę stwierdzić czy jestem w stanie Ci pomóc. Z mojego doświadczenia wynika, że w takich sytuacjach najczęściej gdzie indziej znajduje się problem. Nie jest to sama organizacja czasu.
Ale do rzeczy…

 

 

Twoja relacja z czasem

Odpowiedz sobie na pytania: Jakie masz podejście do czasu? Jak mówisz o czasie? Jakich konkretnie słów używasz? Uświadom sobie jak Twoje podejście do czasu wpływa na to, co robisz na co dzień, jakie działania wybierasz.

Jeśli masz tendencję do używania zwrotów: „walczę z czasem”, „ciągle brakuje mi czasu”, „ze wszystkim się spóźniam”, „nigdy nie mam wystarczająco dużo czasu”, „czas ucieka”, „straciłam na to dużo czasu”… to Twoja relacja z czasem Cię nie wspiera.

Twoje przekonania powodują, że faktycznie nie wyrabiasz się z wykonaniem określonych działań. Jak mogłoby być inaczej, skoro w to tak bardzo wierzysz?


ZMIEŃ MYŚLENIE na temat czasu!

Zastanów się kiedy używasz czasu jako wymówki. Mówisz sobie: „nie mam na to czasu”, podczas gdy naprawdę te rzeczy do zrobienia nie znajdują się na liście Twoich priorytetów. Bądź szczery/a w stosunku do siebie. Powiedzenie sobie: „to zadanie nie jest dla mnie wystarczająco ważne, by umieścić je w moim planie dnia” powoduje, że to Ty bierzesz odpowiedzialność za swoje wybory, a nie oddajesz władzę okolicznościom. Da Ci to poczucie niezależności i sprawczości. Przestajesz być ofiarą czasu albo jego braku. To Ty wybierasz. To Ty jesteś swoim szefem.

 


Zarządzanie sobą w czasie

Jest wiele strategii zarządzania sobą w czasie. Wymienię kilka z nich, które moim zdaniem bardzo pomagają.


Krok 1: Co działa, a co nie działa dla Ciebie

Jesteśmy różni. Co innego nas motywuje, co innego jest dla nas ważne. Inaczej działają na nas również techniki zarządzania sobą w czasie.

Organizacja czasu to indywidualne eksperymentowanie co działa najlepiej dla Ciebie.

Przypuśćmy, że pracujesz aktualnie na etacie, ale Twoim marzeniem jest praca na własnych warunkach i prowadzenie swojego biznesu. Możesz stwierdzić, że planowanie kilku godzin pod rząd lub całego dnia pracy nad swoją firmą działa najlepiej w Twoim przypadku. Zablokuj wtedy np. jeden dzień weekendu na to, by się temu poświęcić. 

Albo wręcz odwrotnie, zaplanowana godzina pracy rano i wieczorem (np. przed swoją pracą na etacie i po niej) jest dla Ciebie najbardziej efektywna. Sprawdź co działa na Ciebie najskuteczniej w danym momencie i przy danym zadaniu.


Krok 2: Wyznacz cele

Wyznaczanie celów to obszerny temat na osobny wpis, ale patrząc ogólnie – wyznaczanie celów pozwoli Ci priorytetyzować aktywności, skupiać się na tych, które są ważne, a odrzucać te, które nie prowadzą Cię do realizacji Twoich priorytetów związanych z biznesem.

ZADANIE:

  • Weź kartkę, coś do pisania, kalendarz, terminarz, cokolwiek, czego używasz
  • Napisz cel na najbliższy rok związany ze swoją firmą. Zrób to zgodnie z ideologią SMART (cel ma być specyficzny, mierzalny, ambitny, realistyczny, określony w czasie), np.:

TAK! Otworzenie sklepu odzieżowego z ubraniami dla dzieci 0-10 lat w centrum handlowym Magnolia we Wrocławiu do końca listopada 2016r.
NIE! Otworzenie sklepu z ubraniami dla dzieci.


TAK! 20% wzrost zysku względem ubiegłego roku ze sprzedaży polskich produktów kosmetycznych w drogerii internetowej „Lawendowe laboratorium” do końca 2016r.
NIE! Wzrost zysków w drogerii „Lawendowe laboratorium”.

  • Wyznacz tzw. kroki lub kamienie milowe (z ang. milestones), aby cel ten osiągnąć, np.:

CEL:
Otworzenie sklepu odzieżowego z ubraniami dla dzieci 0-10 lat w centrum handlowym Magnolia we Wrocławiu do końca listopada 2016r.

MILESTONES:
1. Zatrudnienie 3 projektantek ubrań dziecięcych do końca sierpnia 2016r.
2. Podpisanie umów z producentami tkanin do końca sierpnia 2016r.
3. Podpisanie umowy najmu na lokal w CH Magnolia we Wrocławiu do końca września 2016r.
4. Zatrudnienie 2 krawcowych do końca… itd.

Myślę, że nie muszę dalej 😉 Wiesz już o co chodzi.

Kamienie milowe to inaczej ważne wydarzenia w harmonogramie danego projektu, które podsumowuje określony etap lub wieńczy dany zestaw działań. To ważne wydarzenie, które można w jednoznaczny sposób określić (podpisana lub niepodpisana umowa itd.)


Krok 3: Dopasuj cel biznesowy do siebie

Kolejny krok to dopasowanie wszystkich działań związanych z realizacją Twojego celu biznesowego do Twojego aktualnego planu tygodnia. W tym momencie masz przecież inne obowiązki i zajęcia (np. aktualna praca, inny biznes, dom, zajęcia poza pracą, sport, hobby, czas z rodziną, przyjaciółmi itd.)

ZADANIE:

  • Wypisz wszystkie aktywności Twojego tygodnia, łącznie z ilością czasu, jaki na nie potrzebujesz.
  • Dodaj do każdego 15 minut z uwagi na sytuacje, na które nie masz wpływu.
  • Zaplanuj sobie czas na realizację celu biznesowego, biorąc pod uwagę czas jaki poświęcasz na inne sfery swojego życia. Jeśli na tym etapie uznasz, że nie masz go wystarczająco na robienie wszystkiego, co do tej pory – czekają Cię decyzje do podjęcia.
  • Wybierz to, co nie podlega negocjacji. Mogą to być 2 lub 3 rzeczy, których nie chcesz za wszelką cenę usuwać z Twojego planu zajęć (np. cały wieczór z przyjaciółmi raz w tygodniu lub bieganie 3 razy w tygodniu przez godzinę, praca nad planem marketingowym dla swojej firmy 6 godzin w tygodniu).

Pomyśl również o 2-3 głównych celach życiowych na kolejny rok (np. kupno nowego mieszkania, przebiegnięcie maratonu, ukończenie studiów, 3-tygodniowy wyjazd do Azji). Będziesz teraz porównywać swoje cele z aktywnościami  – które dokładnie wspierają Twoje cele długofalowe, a które nie. To pomoże Ci w wyborze tych, które zostawisz w terminarzu.

Zakreśl te aktywności z listy, które bezpośrednio wspierają któryś z Twoich głównych celów. Twoje cele to swego rodzaju kompas dla Twoich działań.

Gdy będziesz mieć nowy pomysł, zadanie, na które potrzebujesz czasu, znajomy zwróci się do Ciebie z prośbą o przysługę, pojawi się okazja do zarobienia dodatkowych pieniędzy… Cokolwiek to będzie, potrzebujesz na to czasu.

Podejmując decyzję czy to robić czy nie, wróć do swoich głównych celów (życiowych i biznesowych), odpowiadając na pytanie czy zrobienie tego zadania, zaangażowanie w nowy projekt jest spójne z moimi długofalowymi celami. Jeśli nie, albo to odrzucasz albo zastanawiasz się co możesz poświęcić i jak się będziesz czuć, gdy to zrobisz.

Odpowiedź w każdym z przypadków może być całkowicie inna, ale pozwala podejmować decyzję w pełni świadomie, bo będziesz w pełni świadomy/a konsekwencji.

Każdy z nas ma tyle samo czasu. W różny sposób jednak go wykorzystujemy. To główna różnica pomiędzy osobami produktywnymi, a tymi, którzy chcą produktywność osiągnąć.

  • Gdy widzisz, że nie masz możliwości zrealizowania wszystkiego, na czym Ci zależy, zobacz co możesz wyeliminować lub zdelegować na kogoś innego.

    Ucz się prosić o pomoc. To nie jest nic złego. Delegowanie to też rozwijanie innych. Ktoś może przejąć od Ciebie część obowiązków w ramach wsparcia, dopóki Ty nie załatwisz najważniejszych spraw lub możesz dać możliwość rozwoju temu, któremu przekażesz zadanie. Może to być przyjaciel, pracownik, podwładny, nowo zatrudniona osoba, agencja lub partner życiowy. Może nie wszystkim, co wypisałeś/aś, musisz zajmować się sam/a?


Krok 4: Eliminuj rozpraszacze

To moja „specjalność”! 😉 Tak jak w planowaniu, wymyślaniu drogi dojścia do celu, konsekwencji działań, a na samym końcu mierzeniu rezultatów jestem silna, tak rozpraszacze to moja „pięta Achillesowa”.

Kiedyś myślałam, że moja umiejętność robienia kilku rzeczy na raz oraz podzielność uwagi to moje silne strony. Tak w miarę nabywania doświadczeń widzę jak brak koncentracji na jednym (i tylko jednym) zadaniu upośledził moją produktywność.

To, co wypracowałam sobie przez lata, można zawrzeć w kilku punktach:

  • Gdy rozprasza Cię jakaś myśl czy ktoś odpisał na Twój e-mail, czy dzwonił, napisał komentarz w social mediach, na który warto odpowiedzieć (a sygnały dźwiękowe potwierdzające, że tak faktycznie się stało, wcale nie ułatwiają zadania), pomyśl, że „to może poczekać”.

    Lepszym pomysłem niż zaczynanie robienia rzeczy, o której właśnie sobie przypomnieliśmy przerywając zadanie, które wykonywaliśmy, jest zapisanie tej myśli na kartce do zrobienia na później. Wtedy uspokajamy umysł (który nota bene jest stworzony do wyszukiwania dla nas zagrożeń, bo kiedyś chroniło to nas i nasze życie), że usłyszeliśmy jego głos, że pamiętamy. Zwalniamy go tym samym od krążenia wokół tej myśli i możemy wrócić do wykonywania zadania, które przerwaliśmy.

Idealnym przykładem może być metafora sprzątania, kiedy zaczynamy układać rzeczy na regale i odnajdujemy dawno nie czytane książki, kartki pocztowe od przyjaciół powkładane między nimi i zdjęcia, które kiedyś wyciągnęliśmy z albumów. W danym momencie stwierdzamy, że dobrze byłoby je powkładać z powrotem, zanim się zniszczą… Otwierając albumy zaczynamy je oglądać i wracają wspomnienia. Zauważamy, że zdjęcia nie są poukładane w chronologicznej kolejności i nawet nie wiemy kiedy siedzimy z albumami na kolanach, przekładając fotografie… Znacie to skądś?

Posegregowanie wspomnień wydało się w tym momencie bardzo ważne (żeby nie zniszczyć wspomnień, bo to coś wartościowego dla nas). Spowodowało jednak to, że skończyło się sprzątanie regału, w pokoju porozrzucane są książki, kartki pocztowe i nie wiadomo jeszcze co… Zadanie nie jest skończone, a my mamy wrażenie… No właśnie! Jakie?! „Zabrakło mi czasu”. Podczas gdy faktycznie wybrałeś/aś inne priorytety w danym momencie, niekoniecznie zgodne z Twoim głównym celem, jakim było usuniecie niepotrzebnych rzeczy z regału.

Bycie skoncentrowanym na zadaniu jest niezwykle trudne w szczególności dla tych właścicieli biznesu, którzy pracują z domu. Ma to wiele pozytywnych stron jak ograniczenie kosztów czy czasu na dotarcie do miejsca pracy.

Trzeba być jednak bardzo świadomym wyzwań, jakie czekają na Ciebie, gdy pracujesz w domu. Wiem coś o tym 😉 Listonosz, sąsiad, szybki telefon od znajomego, który akurat jest w pobliżu i może podrzucić Ci pożyczoną książkę, sterty niepozmywanych naczyń i nieposkładanego prania. To tylko niektóre z przeszkadzaczy, na jakie jesteś narażony/a. W szczególności w przypadku, gdy decydujesz, że np. sobota jest dla Ciebie dniem pracy, gdy inni bliscy mają wolne. Trudno jest wyznaczyć granice, ale jest to możliwie.

Kolejnym wyzwaniem (mam dużo do powiedzenia w tym temacie jak widać) jest bycie mamą. Sama mam dwójkę, pracuję na co dzień z innymi mamami, które będąc na urlopie macierzyńskim układają swoją ścieżkę zawodową od nowa.

Chcę napisać tylko jedno – jeśli decydujesz się na pracę, nie zajmuj się w tym samym czasie dziećmi. Powoduje to napięcia, bo nie możesz w pełni poświęcić się ani jednemu ani drugiemu. Zatrudnij na określone godziny opiekunkę, poproś mamę, ciocię, przyjaciółkę o pomoc. Ale nie miej w czasie przeznaczonym na pracę pod opieką dzieci (chyba że zarabiasz jako opiekunka ;-), bo nie znam do tej pory osoby, której na dłuższą metę by się to udawało.

Z psychologicznego punktu widzenia priorytety są wtedy inne i następuje zgrzyt, bo nie o to chodzi, żeby wybierać co jest dla Ciebie ważniejsze.

Jest czas na biznes i jest czas, który poświęcasz rodzinie.

Spotykam się z pytaniami jak jestem w stanie robić tyle mając dwójkę małych dzieci. To coś, czego nauczyłam się szybko.

Rozdzielam czas poświęcany rodzinie i poświęcany pracy. Bardzo rzadko zdarzają mi się przypadki, gdy rozmawiam w klientami, gdy obok jest któryś z moich chłopaków i chcę tego unikać. Ponieważ jestem dostępna dla swoich klientów, kiedy mnie potrzebują, również między sesjami, takie sytuacje się zdarzają. Ale zawsze planuję, by w czasie samych sesji, nigdy nie było ich w pobliżu.

  • Technika pomodoro pozwala na godzenie rozpraszaczy z efektywnym czasem pracy. Wymyślił ją w latach 80-tych Francesco Cirillo. W skrócie polega na blokowaniu 25-minutowych bloków czasowych, w których pracujemy i 5-minutowych przerw na rozpraszacze (np. przygotowanie sobie czegoś do picia, krótki telefon, sprawdzenie skrzynki, odpowiedź na e-mail). Tradycyjnie Francesco mierzył swój czas przy pomocy kuchennego minutnika w kształcie pomidora – stąd nazwa (dla ciekawych).

Ja tą technikę bardzo lubię. Powoduje, że jesteście bardziej skoncentrowani i pracować możecie efektywniej (wbrew pozorom krótkie przerwy są naprawdę potrzebne, by długo utrzymywać uwagę na jednym zadaniu). Przede wszystkim jednak porządkuje mi czas, jaki przeznaczam na dane zadanie. Mogę skuteczniej planować, bo juz wiem ile mniej więcej zajmują mi podobne czynności.

W Internecie dostępnych jest sporo aplikacji wykorzystujących tą technikę. Ja jednak nastawiam zwykły budzik w telefonie. Jestem osobą, która lubi pracować z presją czasu. Wtedy najefektywniej zarządzam sobą i tym, na czym się skupiam.

  • Sporządź listę przeszkadzaczy – rozpraszaczy. Świadomość co Cię rozprasza, na jak długo i jak się czujesz wracając do swojego głównego zadania jest bardzo pomocna.

    Czujesz się wytrącony/a z rytmu pracy? Obwiniasz się, że marnujesz czas? Tłumaczysz się przed sobą, że to był zasłużony wypoczynek (tylko czy to naprawdę był wypoczynek?)?

    Możesz być zaskoczony/a jak szybkie wejście na Facebooka, żeby sprawdzić na którą godzinę umówiłeś/aś się na spotkanie z kimś po pracy, przerodzić się może w oglądanie inspirujących filmików lub oglądanie zdjęć z wyjazdu na wakacje znajomego, z którym nie rozmawiałeś/aś od kilku lat… I to przez kolejne 30 minut. Czy warto było poświęcić temu czas?

    Ilość czasu, jaki pochłaniają rozpraszacze, można z powodzeniem przeznaczyć na rozwój swojego biznesu. Obserwacja siebie przez jeden dzień wystarczy dla obliczenia ile faktycznie „przecieka go nam między palcami” (30 minut dziennie X ilość dni = ?) Może to są te cenne godziny, których Ci brakuje do zrealizowania swoich marzeń?

Swego czasu skończyłam studia health coachingu na IIN. Stąd napiszę jeszcze dwa słowa w tej kwestii.

Nie bez znaczenia dla Twojej produktywności jest jakość Twojego snu przed ważnym spotkaniem, ilość wypitej wody w czasie długiego dnia w pracy, jedzenie określonych produktów przed wyczerpującą sesją brainstormingową.

Być może działasz efektywniej w określonych porach dnia? Obserwuj siebie również pod tym kątem. Kiedy czujesz „flow”, zastanów się co miało na to wpływ.

Myśl szeroko. Bo jeśli praca idzie jak z płatka, to warto powtórzyć formułę, która na to wpłynęła. To właściwie sekret ludzi, którzy osiągają największe sukcesy – znalezienie swojej „złotej formuły” (dla inspiracji polecam „Getting things done”  Davida Allena).


 

Podsumowanie

Organizacja czasu pracy jest dla osób zaczynających swój biznes często jednym z największych wyzwań. Każdy z nas ma 24 godziny w ciągu doby. Różnimy się podejściem do czasu jako naszego zasobu.

By działać produktywnie, najlepiej wyeliminować lub ograniczyć elementy z naszego postępowania, które wyczerpują naszą energię i obniżają efektywność, a utworzyć nawyki z tych, które nas wspierają.

W momencie, gdy działanie produktywne stanie się nawykowe, będzie ono również niezwykle dla nas proste. Bo to, co jest nawykiem, wykonujemy już bez ćwiczenia silnej woli, bez pilnowania się, automatycznie, bez myślenia o tym. Stanie się nasza rutyną. A to jedna z bardzo cennych lekcji, jakie wyniosłam z pracy w korporacji – „rutyna Cię uwolni” (org. „routine sets you free”).

Rutynowo wykonywane działanie, które prowadzi do produktywności, to byłaby moja „złota zasada” 🙂 To samo dotyczy podejścia do czasu i planowania działań związanych ze swoją firmą przez freelancerów.

Kiedy zbudujesz nawyk myślenia, że czasu masz wystarczająco, by zbudować swoją markę, rozwijać firmę i robić to skutecznie oraz nawykowo będziesz poświęcać swój czas na zaplanowane działania, własna działalność gospodarcza przyniesie Ci dużo więcej satysfakcji, przestanie być pasmem codziennych wyzwań, a swoją uwagę będziesz w stanie poświęcać kwestiom strategicznym, mniej operacyjnym.

Tego Wam życzę!
Ciekawa jestem co u Was się sprawdza w efektywnym zarządzaniu sobą w czasie?

 

Zacznij ze mną pracować, a zamęczę Cię pytaniami i odniesieniami do grupy docelowej… (hihi)

Wybaczcie, ale nie jestem w stanie opisać Wam dosadniej jak ważne jest precyzyjne określenie do kogo kierujesz swoje usługi, produkty (jeśli jesteś właścicielem biznesu) albo komunikację o samym sobie (gdy chodzi o personal branding, czyli świadome kreowanie swojej wymarzonej ścieżki zawodowej).

W każdym z tych przypadków bardzo jasne określenie kto jest dla Ciebie najbardziej wartościowy sprawia, że wszystkie wątpliwości (jakie narzędzia marketingowe wybrać, jak promować, jak komunikować, co podkreślać, jak mówić, żeby powstała interakcja) zaczynają same znikać.

Tutaj napiszę Wam jakie są podstawowe zasady określania grupy docelowej, targetu, target group, idealnego klienta, najbardziej wartościowego odbiorcy (różne nazwy, ale chodzi o to samo), byście mogli to zrobić sami.

 

Grupa docelowa, czyli kto?

 

Jak długo prowadzę różnego rodzaju warsztaty, brainstormingi, szkolenia, to często pojawiającą się wątpliwością jest kogo zaliczyć do grupy docelowej.

  • Czy są to osoby, które teraz przychodzą do mojego sklepu, korzystają z mojej usługi?
  • Czy to te, które chcę pozyskać?
  • A może te i te?
  • Jeśli chcę pracować w danej firmie lub na danym stanowisku, to kto konkretnie będzie moją grupą docelową?

Aby wyjaśnić te wątpliwości, przedstawię Wam wąską, bardzo uproszczoną (jak to ja) definicję targetu. Ma ona zastosowanie, gdy prowadzisz swoją firmę, odpowiadasz za wprowadzenie produktu na rynek bądź planujesz ścieżkę kariery.

GRUPA DOCELOWA – to ci, którzy Ci zapłacą
autor: 4-change 😉

 

Wiem, że to spore uproszczenie, ale pomaga zmienić myślenie.

Grupa docelowa to ten, do którego mówisz, do kogo kierujesz przekaz marketingowy. To Twój idealny klient. To osoba, która da Ci to czego pragniesz (pracodawca, firma, która Cię zatrudni).

Może to być konkretna osoba, może to być wyobrażona postać reprezentująca grupę. Może być to Twój obecny klient, a może być potencjalny. Albo potencjalny pracodawca albo obecny szef.

Od wyznaczenia i poznania kto to dokładnie jest zaczyna się konstruowanie skutecznego planu strategicznego. Od uświadomienia sobie dla kogo robisz to, co robisz. Zaplanujesz dzięki temu działanie, które dużo prościej i szybciej doprowadzi Cię do osiągnięcia efektów, na jakich Ci zależy.

 

Jak wyznaczyć idealnego klienta?

 

Ok, do sedna. Wyznaczenie grupy docelowej to bardzo dokładne jej opisanie i poznanie. Nie tylko pod kątem demograficznym (tak, weterani marketingu lubią metryczki: wiek, płeć, miejsce zamieszkania i zarobki).

Stosujcie opis, który bardziej precyzyjnie określa cechy grupy docelowej – tak, byście przygotowując produkt, opis usługi, swoje cv, pisząc artykuł (czy robiąc cokolwiek innego zgodnie ze swoimi celami) dokładnie widzieli oczyma wyobraźni kto będzie to później kupował, kto czytał i czy będzie z tego coś rozumieć, czy będzie to go interesować, odpowiadać na jego potrzeby.

Należność do danej grupy demograficznej to za mało.

Przykład: wyobraźcie sobie mężczyznę, koło 40/50-tki, mieszkającego w dużym mieście, o zarobkach przekraczających średnią krajową… Może to być zarówno jeden jak i drugi pan ze zdjęcia poniżej… Prawda jest taka: podobni pod kątem demograficznym. Ale chyba pod każdym innym możliwym względem KOMPLETNIE inni, prawda? I specjalnie pokazuję tak skrajny przykład. 

grupa docelowa_roznice

Pharrell Williams (amerykański muzyk) jak i Andrzej Duda (teraźniejszy prezydent RP). Przyznajcie, że inaczej byście formułowali przekaz do jednego i drugiego…

Oni nie różnią się ogólną demografią tak bardzo jak wszystkim innym (co reprezentują swoimi decyzjami, co ich interesuje, co cenią, co ich motywuje, jak spędzają czas, jakie mają wartości itd.) Wasza oferta usług dla jednego i drugiego byłaby kompletnie inna, prawda? Myślę, że wiecie już o czym mówię.

 

Teraz zadanie dla Was

Weźcie teraz kartkę, coś do pisania, pomyślcie i zapiszcie sobie:

 

  • Kto mi zapłaci?
    Pomyśl kto do dokładnie jest (np. obecny lub docelowy klient – gdy prowadzisz swój biznes; inwestor – gdy planujesz rozpoczęcie lub rozwój swojej firmy; pracodawca, obecny szef, przyszły szef – gdy chcesz świadomie kształtować swoją ścieżkę zawodową itp.)
  • Opisz tą osobę statystycznie
    Podaj wiek, płeć, gdzie mieszka, opis stanowiska, jeśli to potencjalny pracodawca itd.
  • Opisz ją pozastatystycznie
    Skup się nad odpowiedziami na pytania:
    Co jest dla tej osoby ważne?
    Co ceni?
    Co tą osobę motywuje?
    Co jej się podoba?
    Jakie ma zainteresowania?
    Jak spędza czas wolny?
    Gdzie go spędza?
    Co czyta? Co ogląda?
    Jakie są jej potrzeby?
    Na jakie problemy chce znaleźć rozwiązania?
    Jakie emocje pojawiają się najczęściej w życiu tej oso
    Z kim się spotyka?
    Kto ma na nią największy wpływ?

Chodzi o taki opis, żeby ktoś, komu będziesz o takiej osobie opowiadać, mógł bez problemu zobaczyć ją oczami wyobraźni. Im bardziej dokładny opis, tym lepiej. Im więcej szczegółów podasz, tym łatwiej będzie idealnego przedstawiciela Twojej grupy docelowej sobie wyobrazić. A co za tym idzie, łatwiej będzie dla takiego targetu zidentyfikować potencjalne możliwości i przygotować plan działań marketingowych.

 


Polecam dla swojego wyobrażenia grupy docelowej przygotowanie moodboardu (to taka „tablica nastroju” w dosłownym tłumaczeniu, kolaż zdjęć, rysunków, pokazujących na przykładzie tego, czego nie możemy do końca wyrazić tylko słowami, o jakiej grupie klientów lub osób mówimy, czym się oni charakteryzują, jak są odbierani, co jest dla nich ważne, z jakimi  emocjami się to wiąże).

Zwykle pracując nad jakąkolwiek strategią marketingową, przygotowywałam taki moodboard dla grupy, która miała być adresatem działań. Było wtedy łatwiej dobrać skuteczne metody komunikacji, najlepsze narzędzia marketingowe, które umożliwiają najszybszy efekt. Teraz też pracując z klientami nad ich firmami często to stosuję. Oto kilka przykładów, by dać Wam wyobrażenie o co chodzi (źródło: Internet):

Consumer pen profile final copy_edited-13775df6ba35d233b10a5371f0cd892f7screenfea-womens-indie-01-2012 bce6e81577d203f1dc6fff7d998121358a32a0796c1cbf9e13320eb0898c2473c563af212528dd96bb84eb1720b95af8

 

Uważam też, że dobrze jest wypracować sobie kto na pewno Twoją grupą docelową, targetem działań nie jest. I idealnie, jeśli również przygotujemy dla tej grupy moodboard.

Z mojego doświadczenia to bardzo ładnie pokazuje nam z kim nie chcemy pracować, pozwala odwołać się do tego, z kim (mimo, że może byłoby to opłacalne finansowo) nie podejmiemy współpracy z uwagi na nasze podejście do biznesu. Tak samo będzie to wyglądać w przypadku, gdy szukamy pracy marzeń.

 

Na koniec…

Tak w skrócie wygląda praca nad wyznaczaniem swojego idealnego odbiorcy. Wcale nie jest to takie trudne, prawda? Warto dobrze jednak się nad tym zastanowić, poświęcić na to zadanie trochę czasu i zaangażowania.

To podstawa przed rozpoczęciem jakiejkolwiek pracy nad doborem narzędzi marketingowych lub wybraniem co podkreślać w czasie rozmowy o pracę na danym stanowisku.

Zacząć może być trudno. A to z tego względu, że często nie zastanawiamy się do kogo chcemy kierować swój komunikat, do kogo chcemy trafiać. W szczególności w przypadkach, w których mamy np. swoją firmę i trafiają już do nas określeni klienci. Pytanie jednak czy to są klienci, którzy mają dla nas największy potencjał w dłuższej perspektywie czasowej, czy będą oni przychodzić do nas, gdy zmieni się ich sytuacja ekonomiczna, czy to dla nich nasz produkt stanowi najwyższa wartość, czy my sami najlepiej będziemy się rozwijać w tej właśnie firmie lub na tym stanowisku.

Przedstawię Wam przykład. Jesteś właścicielem restauracji. Wiesz co chcesz sprzedawać, jaką atmosferę tworzyć, na czym Ci zależy. Wiesz kogo w swojej restauracji chcesz mieć. Zaplanowałeś/aś dlatego takie dania, a nie inne, ustaliłeś/aś takie ceny, by w najbardziej optymalny sposób odpowiedzieć na potrzeby danej grupy docelowej. Przypuśćmy, że jest to restauracja dla rodzin z dziećmi, oferująca dania, które powstają z organicznych warzyw i innych certyfikowanych składników od lokalnych dostawców.

To, że zaczynają do Ciebie przychodzić studenci oraz emeryci i nie są zadowoleni z cen, nie oznacza, że koniecznie musisz je obniżyć. To nie jest Twoja grupa docelowa. Prawdopodobnie (jeśli odpowiednio ustaliłeś ceny, biorąc pod uwagę swoją strategię działania, swoją target grupę, wartości jakimi się kierujesz oraz działania i ceny konkurencji) nie będą oni w stanie docenić wartości, jaką faktycznie sprzedajesz. Nie są w stanie też zapłacić więcej za to, co oferujesz (plac zabaw w środku restauracji), bo z tego nie mogą skorzystać. Im zależy na tym, by szybko i tanio zjeść. To ich główna potrzeba.

Inaczej zupełnie wygląda sytuacja, gdy Twój idealny klient daje Ci podobny feedback. Wtedy zalecam dobrą weryfikację zaplanowanych działań.

Ogólnie jednak Twoja grupa docelowa, a to, kto faktycznie do Ciebie przychodzi, to dwie oddzielne sprawy. Nie zadowolisz wszystkich. I dobrze wręcz, byś tego nie robił, bo długofalowo nie buduje to ani silnej, ani wyróżniającej się marki.

Powodzenia!

 

Z jakiego powodu stosujesz coaching w przygotowywaniu planu marketingowego? Jak to wygląda? Co to właściwie jest ten business coaching? Jaka jest jego skuteczność? Nie lepiej, żebyś mi po prostu powiedziała jak mam to zrobić? To niektóre z pytań zadawanych w czasie moich konsultacji przed rozpoczęciem współpracy.

 

 

Coaching jako metoda pracy z właścicielami biznesu

 

No właśnie… Z jakiego powodu stosuję coaching w pracy nad biznesem moich klientów? Na początku napiszę czym jest business coaching (albo bardziej „po naszemu” coaching biznesu). Jestem daleka od przytaczania tu skomplikowanych definicji, które powodują, że jakieś podejście wygląda bardzo profesjonalnie i skomplikowanie. Jestem za prostotą. A najprościej ujmując:

COACHING – to skuteczny proces przejścia z miejsca, gdzie w tym momencie jesteś,
do miejsca, gdzie chcesz być.
autor: 4change 😉

 

W czasie coachingu dopracowujesz wizję (kierunek w którym dążysz), precyzujesz cele (które chcesz osiągnąć) oraz wypracowujesz skuteczne strategie ich osiągnięcia. Obrazowo to ujmując – punkt A jest Twoim punktem wyjścia (teraz w nim jesteś). Punkt B to miejsce, w którym chcesz być w swoim życiu, ze swoim biznesem. Strategia to droga przejścia od punktu A do punktu B.

Po drodze, pracujesz nad barierami, które Cię blokują w osiągnięciu tego, czego pragniesz. Bo z jakiegoś powodu jeszcze nie jesteś w miejscu, w którym chcesz być. I jeśli poradzić sobie możesz sam/a, to czemu już nie osiągnąłeś/aś tego, na czym Ci zależy? Czasem samo odkrycie co naprawdę nas blokuje, czego nam brakuje, pomaga. W innych przypadkach potrzebny jest dłuższy proces. Ale zawsze jest on skuteczny. Stąd tak ważny dla mnie jest początkowy kontakt z Wami i doprecyzowanie na czym Wam zależy, żebym mogła określić czy jestem najlepszą osobą w przypadku danego wyzwania. Bo coaching jest nastawiony na efekty. I ja chcę Wam te efekty dać.

 
 

Skuteczność coachingu

A z jakiego powodu coaching jest skuteczny? Ponieważ jest „szyty na miarę” klienta, dostosowany do jego specyficznej sytuacji, potrzeb osobistych i biznesowych, wyznaczonych celów i wyzwań w czasie ich realizacji. Coach jest wsparciem dla klienta w osiąganiu jego marzeń. Skupia się, by ten osiągnął swoje cele. Pokazuje klientowi jego zasoby, czym zwiększa wiarę w siebie i poczucie sprawczości. Profesjonalny coach (mówię tu o osobach mających akredytację największej na świecie organizacji skupiającej coachów ICF) więcej pyta niż mówi jak co ma być zrobione. A to z tego względu, że właściciel biznesu zna go najlepiej. Zna swoją firmę i swoich pracowników. Pewnie na co dzień ma do czynienia ze swoją grupą docelową, którą zna „od podszewki”, z którą rozmawia, którą obserwuje. Przy dopracowaniu przewagi konkurencyjnej (czyli czym się wyróżnia względem innych) jest w stanie wyznaczyć taką strategię, której doradca bez wielu godzin pracy i dogłębnego poznania wszelkich aspektów działalności gospodarczej nie byłby w stanie. Czyli dzieje się to w dużo krótszym czasie.

Efekty takiego coachingu są z mojego doświadczenia również dużo trwalsze niż gotowa recepta na rozwiązanie problemu, bo właściciel biznesu może używać zasoby (często dopiero uświadomione w procesie coachingowym) w przyszłości, przy rozwiązywaniu innych sytuacji. A znając pytania jakie warto sobie zadać przy konstruowaniu przekazu komunikacyjnego, w przyszłości ma narzędzia do budowy skutecznego planu marketingowego. Mówiąc przenośnie – coach daje więc wędkę, a nie rybę. Myśląc o przyszłym rozwoju swojej firmy – co byś wolał/a? 😉

Marketing jest budowaniem relacji z najbardziej pożądanym odbiorcą (grupą docelową). Polega na poznaniu jej potrzeb i zaproponowaniu ich spełnienia. Znając najlepiej ludzi, do których kierujemy swój produkt, usługę, jesteśmy w stanie skutecznie zbudować komunikację. A jeśli jeszcze nie znamy, to będziemy wiedzieć kogo się zapytać, na kim skupić swoje działania.

To podstawowe powody dlaczego najchętniej wybieram coaching w czasie pracy nad tworzeniem i rozwijaniem swojego biznesu. Czyli EFEKTY (!) Widzę je – i to nie tylko wymiernie w dopracowanych planach komunikacyjnych, marketingowych, promocyjnych, pozycjonowaniu budującym silną, wyróżniającą się markę. Widzę je również w zmianach w podejściu do zarządzania swoją firmą, motywacji, rozwoju kompetencji miękkich, produktywności i pozytywnych zmianach w życiu prywatnym. Tak! Nie pomyliłam się – pracujemy nad życiem zawodowym, ale ponieważ nasze sfery życia są jak naczynia połączone i jedno nieustannie wpływa na drugie, to obserwuję zmiany i tutaj.

A robię to, bo naprawdę wierzę, że każdy może robić to, co naprawdę chce w życiu, co daje mu siłę, energię, co jest pasją i potocznie mówiąc – powodem czemu wstaje rano z łóżka. Śmiało komentujcie i pytajcie pod postem, przez media społecznościowe lub piszcie wiadomości prywatne, jeśli coś jest niejasne, z czymś się zgadzacie lub macie kompletnie odmienne zdanie:)

Pozdrawiam!
Ania