by usłyszeć siebie

Rozpraszacze, social media, praca, zadania, listy „to do”, wyskakujące wiadomości (pewnie dokładnie nawet potrafisz odtworzyć w swojej pamięci ten konkretny dźwięk)… nieodebrane połączenia… emocje, na które w tym pędzie nie ma miejsca… kolejne szkolenia (w tym takie, które trwały przez całą noc, bo wirtualnie łączyłam się z Florydą)…


To były moje realia kilka tygodni temu…

I tak jakbym powiedziała każdej swojej klientce, tak sama wiedziałam, że potrzebuję powiedzieć sobie STOP (!!!)
Ja tak nie chcę… To nie jest moje… Poczucie frustracji na dole gardła to dla mnie najlepszy barometr, że moje granice są przekraczane… głównie przeze mnie samą…

….

Potrzebowałam wrócić do siebie, poukładać sobie pewne działania w głowie (a jeszcze bardziej brak innych działań, które zaczęły drenować moją energię). I zaczęłam bardziej świadomie przechodzić ten czas transformacji. Choć jeszcze 2 tygodnie temu nie miałam pojęcia co to będzie dla mnie oznaczać.

Tydzień temu wróciłam do Barcelony po kilkudniowym Silent Yoga Retreat, mniej więcej 2 godziny autem od Barcelony, w sercu katalońskiej wsi. I dokładnie wtedy zaczęło dochodzić do mnie co się wydarzyło w czasie tych kilku dni, w czasie których czas spędzaliśmy głównie na byciu w CISZY…

… bez mówienia…

… bez czytania czegokolwiek…

… bez pisania….


Odcięci od tego, co uznajemy za normę… Rozmowy, kontakty międzyludzkie, odpowiedzi na wiadomości… patrzenie w telefon, czytanie…

Silent Yoga Retreat

Tutaj byłam tylko ja i moje myśli, choć otoczona przez grupę osób, które tak jak ja przechodziły wewnętrzny proces robienia przestrzeni w sobie – dla siebie.

Nie przypuszczałam jak bardzo jest to konfrontujące. I jakim nauczycielem jest CISZA…

Ja zawodowo pozwalam ludziom mówić, odkrywać w sobie to, co nieodkryte, poszerzać ich samoświadomość, leczyć to, co blokuje, hamuje, wzmacniać siebie poprzez odkrywanie swojego głosu.

Mi ten wyjazd pokazał:

  • że to w ciszy odkrywamy swój głos,
  • że cisza jest naszym nauczycielem, który pokazuje dokąd kieruje nas nasze serce,
  • że w ciszy jesteśmy bardziej prawdziwi, by odkryć siebie na nowo,
  • że to cisza pozwala nam samym poradzić sobie z tym, co trudne,
  • że cisza pokazuje nam ile jest w nas wewnętrznej mocy, której często na co dzień się boimy.


Dodatkowo:

  • że cisza potrzebuje czasu (wielokrotnie w czasie różnych warsztatów doświadczyłam ciszy, ale nie w tak długim czasie jak kilka dni, a magia zadziała się dla mnie po 3 dniu),
  • że cisza jest często trudniejsza niż hałas,
  • że będąc w ciszy, na jakiś etapie jest tak nudno, że niewyrażone emocje wychodzą z nas ze zdwojoną siłą (bo początek jest przyjemny, nie powiem – w szczególności będąc mamą i słysząc „mama” po 150 tys. razy na dzień),
  • że w pustce, w poczuciu braku zawsze coś jest, bo natura nie znosi próżni.

Ale przede wszystkim, że cisza uzdrawia.

W grupie osób, które przechodzą dokładnie przez to samo, jest łatwiej..


I z tym Was dzisiaj zostawiam…

Oraz z tymi pytaniami do pracy własnej:

Zatrzymaj się na moment.
Weź głęboki oddech i przestać robić albo myśleć… Tylko na krótką chwilkę.

Czym jest dla Ciebie taka cisza? 

Jakie emocje się pojawiają, gdy myślisz albo doświadczasz ciszy? 
Jak komfortowo czujesz się z samym/samą sobą i ciszą?

Z miłością,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *